Wyjazd z przyjaciółkami planuje się zwykle miesiącami, a potem wszystko wygląda podobnie. Śniadanie, kawa i spacer po deptaku. Potem druga kawa i kolacja przy tym samym stoliku. Rozmowy są udane, tylko ciało wraca do domu równie zmęczone jak przed wyjazdem. Damski weekend w górach może jednak wyglądać inaczej. Wystarczy przenieść spotkanie z kawiarnianego krzesła do ciepłej wody. Poniżej sprawdzony scenariusz, który wiele grup powtarza co roku. Opiera się na prostym założeniu: mniej punktów w planie, więcej czasu na każdy z nich.
Co daje basen, a czego nie da stolik
W kawiarni się siedzi, czyli robi dokładnie to samo, co przez cały tydzień w pracy. W basenie termalnym ciało jest odciążone, a temperatura wody pozostaje stała. Rozmowa toczy się dalej, ale w zupełnie innym tempie. Nikt nie zerka na rachunek ani na kolejkę do stolika.
Dobrym adresem na taki wyjazd są Termy BUKOVINA w Bukowinie Tatrzańskiej, położone około 15 kilometrów od Zakopanego. Obiekt liczy 12 basenów z wodą geotermalną wydobywaną z głębokości 2400 metrów. Jest to woda typu siarczanowo-sodowo-wapniowego, o mineralizacji dochodzącej do 1,7 g/dm³. Jej wiek szacuje się na około 10 000 lat. Wiele osób opisuje kąpiel w niej jako przyjemny sposób na rozluźnienie po dniach spędzonych przy biurku.
Sobota przed południem: najpierw zwolnić
Najczęstszy błąd to próba zaliczenia wszystkiego w pierwszą godzinę. Lepiej przyjechać wcześnie i zacząć od basenów zewnętrznych z widokiem na Tatry. Rano jest tam najspokojniej, więc łatwo znaleźć miejsce dla całej grupy. Zimą nad taflą unosi się para, a kontrast mroźnego powietrza i ciepłej wody zapada w pamięć.
Osoby, które wolą ruch, mogą dołączyć do zajęć aqua aerobiku dla dorosłych. Odbywają się codziennie i trwają 45 minut. Ćwiczenia w wodzie mniej obciążają stawy niż trening na sali, co doceniają zwłaszcza początkujące. Po zajęciach wystarczy przejść kilka metrów do basenu z hydromasażem.
Popołudnie w „Góralskich Łosparach”
Kolejny punkt programu to strefa saun „Góralskie Łospary”. Do wyboru jest osiem rodzajów saun. Są wśród nich sauny fińskie, łaźnie parowe, kabina na podczerwień i Lakonium. W zewnętrznej saunie góralskiej saunamistrz prowadzi rytuały zapachowe. Po każdym seansie warto skorzystać z basenu schładzającego albo prysznica.
W saunarium obowiązuje strefa nagości, o czym dobrze uprzedzić koleżanki przed wyjazdem. Goście proszeni są też o przestrzeganie zasad kulturalnej koegzystencji i zaleceń obsługi. Kto wchodzi do sauny pierwszy raz, powinien zacząć od łagodniejszych kabin. Ciepło sprzyja wyciszeniu, więc rozmowy same schodzą tu na spokojniejsze tory.
Wieczór w gabinecie zamiast w restauracji
Zamiast kolejnej kolacji grupy coraz częściej rezerwują zabiegi w Wellness BUKOVINA. Ośrodek dysponuje 12 gabinetami, pokojem relaksu z jacuzzi oraz tężnią z solanką rabczańską. W ofercie są masaże, pielęgnacja twarzy i ciała oraz autorskie rytuały. Osobną grupę stanowią rytuały orientalne z terapiami ajurwedyjskimi. Każda uczestniczka może wybrać coś dla siebie, bez dopasowywania się do reszty.
Organizatorki wyjazdu powinny pamiętać o jednym: weekendowe terminy znikają najszybciej. Sami gospodarze zwracają na to uwagę w poradniku dostępnym pod adresem https://www.termybukovina.pl/blog/damski-weekend-w-gorach-termy-zamiast-kolejnej-kawiarni, w którym opisano również inne elementy takiego wyjazdu. Rezerwacja z kilkudniowym wyprzedzeniem oszczędza rozczarowań na miejscu.
Lista rzeczy, które faktycznie się przydają
Bagaż na termy jest mniejszy, niż podpowiada wyobraźnia. Z doświadczenia stałych bywalczyń wynika, że wystarczy kilka pozycji:
- dwa stroje kąpielowe, bo jeden zawsze schnie;
- klapki basenowe z antypoślizgową podeszwą;
- kosmetyki do mycia, szczotka i gumka do włosów;
- wodoodporny krem z filtrem na baseny zewnętrzne;
- ręcznik i szlafrok, choć oba można wypożyczyć na miejscu;
- butelka na wodę, szczególnie potrzebna po saunie.
Gdyby czegoś zabrakło, na miejscu działa sklep z podstawowym wyposażeniem. Nie ma więc powodu, by pakować się z zapasem na każdą okoliczność.
Nocleg zmienia wypad w prawdziwy weekend
Jednodniowa wizyta ma sens, ale wymaga pilnowania godziny powrotu. Ktoś musi prowadzić, ktoś inny spieszy się do domu. Nocleg usuwa ten problem. Wieczorem można zostać w saunach dłużej, a rano wrócić do wody przed największym ruchem.
W sąsiedztwie term działają dwa obiekty: Hotel BUKOVINA oraz Hotel HARNAŚ. Ten drugi przyjmuje wyłącznie dorosłych, co przy damskim wyjeździe bywa sporym atutem. Niedzielę warto zostawić bez planu. Kilka godzin w ulubionym basenie i spokojny obiad to dobre zakończenie. Na miejscu działa restauracja i kawiarnia, więc nie trzeba nigdzie jechać. Miłośniczki kawy też znajdą coś dla siebie, tyle że w szlafroku.
Telefon zostaje w szafce
Największa różnica między kawiarnią a termami dotyczy tego, czego w wodzie nie ma. Nie da się tam przewijać ekranu ani odpisywać na służbowe wiadomości. Uczestniczki takich wyjazdów często przyznają, że dopiero wtedy rozmawiają naprawdę uważnie. Zdjęcia można zrobić na początku, a potem zamknąć telefon w szafce. Część grup umawia się na to jeszcze przed wyjazdem, żeby nikt nie czuł się wyłamany. Po kilku godzinach brak powiadomień zwykle przestaje przeszkadzać. Dla wielu osób to pierwszy od dawna dzień bez sprawdzania skrzynki.
Kiedy jechać i jak to zorganizować
Termy działają przez cały rok, więc termin zależy głównie od kalendarzy uczestniczek. Jesień i zima mają swoich zwolenników ze względu na klimat basenów zewnętrznych. Najmniejszy ruch panuje rano oraz późnym wieczorem. Bilety najwygodniej kupić online, a samochód zostawić na bezpłatnym parkingu. Przy pobycie na cały dzień obowiązuje prosta zasada: im więcej atrakcji i zabiegów, tym lepiej.
Dobrą praktyką jest wyznaczenie jednej osoby, która zbiera rezerwacje zabiegów i noclegu. Reszta grupy nie musi wtedy niczego pilnować. Taki wyjazd nie zastąpi cotygodniowej kawy w mieście i wcale nie musi. Daje za to dwa dni, po których wraca się wypoczętą, a nie tylko wygadaną.
Artykuł sponsorowany
